Mowa Pana Boga cz.2

Pan Bóg na chwilę przerywa swoją wypowiedź, by zapytać Hioba czy nadal chce Go strofować, albo wieść z Nim spór. Hiob już nie che nic mówić, nie ma nic do dodania. „Oto ja jestem nędzny… Rękę kładę na usta” (40: 4)



Pan pośród zawieruchy ponownie prosi Hioba by przepasał swoje biodra jak mężczyzna i odpowiadał na kolejny zestaw pytań. Bóg poddaje w wątpliwość pierwotna zamiary Hioba, a mianowicie samousprawiedliwienie i obwinianie Boga. Udowadnia człowiekowi, że sam nie potrafi się ocalić.

Potem zaczyna się niesamowita Boża opowieść, która trwa aż do końca 41 rozdziału. Do tej pory pan Bóg opowiadał o rzeczach, które mniej więcej znamy. Każdy z nas mniej więcej wie i skąd pochodzi grzmot, śnieg, deszcz, wicher, błyskawice, obłoki, morze, grad, gwiazdozbiory. Słyszeliśmy, ba nawet widzieliśmy kozy, osła, strusia, konia, szarańczę, jastrzębia. No może gorzej z jednorożcem. Ja widziałam tylko w bajce.

A teraz zaczyna się opowieść o Behemocie, niektórzy upatrują w nim hipopotama czy inne potężne zwierzę. Jak by nie było, jest do pokonania tylko przez samego Boga. Po chwili przedstawia piękno i potęgę Lewiatana który wychodzi z wody. Ten w naszej wyobraźni jawi się jako smok, ale też jest nie do pokonania.

Pan Bóg pokazuje Hiobowi, że wszystko jest podległe Bogu. Co z tą wiedzą zrobi Hiob?

Co ja robię z wiedzą, że wszystko jest podległe Bogu. Czy chcę znać Bożą wolę dla mojego życia? Czy zawsze dobrowolnie chcę ją wykonywać? Czy tylko wtedy gdy jest to, do dla mnie przyjemne i wygodne?

Refleksją podzieliła się Ania 

Komentarze

Popularne posty